Frassati na Rzeźniku

Ponoć każdy biegacz ma pół szafy butów biegowych. Drugie pół zajmują koszulki z biegów różnorakich, które dostaje się w pakiecie startowym praktycznie każdego biegu. Po kilku latach ma się ich tyle, że na zużycie reszty życia nie starczy. Przeważnie większość zalega na dnie szafy, a korzysta się z kilku ulubionych. Wybierając te, a nie inne, patrzymy na jakość i wygląd, ale często chcemy pokazać, że w danym biegu braliśmy udział - taka autopromocja i reklama biegu w jednym.
Dla przykładu: rok temu biegłem Rzeźnika w koszulce z Biegu Frassatiego, bo jakościowo spoko (a nie zna życia ten, kogo koszulka nie otarła) i wizualnie ok (lans musi być), a i sam bieg wart rozreklamowania, bo naprawdę fajny.
 
 
Bieg Frassatiego to górski półmaraton, organizowany przed ekipę Gościa Niedzielnego i Radia EM, w okolicach Międzybrodzia Bialskiego w Beskidzie Małym. W ubiegłym roku odbyła się 1-sza, dość kameralna edycja tego biegu. I co tu wiele mówić: to był naprawdę dobry bieg. Organizacja pełna profeska, trasa ciekawa i dająca w kość (dla mnie to plus), widoki warte uwiecznienia, atmosfera bardzo przyjazna... Naprawdę rzadko się zdarza, żeby człowiek nie miał na co pokręcić nosem ;-). Co prawda warunki pogodowe były ekstremalne, bo niesamowity żar lał się z nieba, ale to tylko sprawiło, że wskoczenie do Jeziora Międzybrodzkiego było najchętniej wybieraną opcją po przekroczeniu linii mety. Mówiąc krótko: więcej takich biegów!
Jak się okazało, pozytywne zdanie o Frassatim mam nie tylko ja - w plebiscycie na najlepszy bieg górski "Złote Kozice", Bieg Frassatiego został uznany przez biegaczy najlepszym biegiem górskim na długim dystansie i najlepszym debiutem organizacyjnym roku, a w kategorii OPEN zajął czwarte miejsce (na 314 biegów).
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Dlatego, że Bieg Frassatiego podobał mi się na tyle, że postanowiłem go zareklamować na Rzeźniku, zwłaszcza, że oba biegi dzielił niespełna tydzień, więc byłem na świeżo. Koniec końców Rzeźnika nie ukończyłem, a i na żadnej oficjalnej rzeźnickiej fotce mnie nie ma, ale taka już moja uroda, że biegowi fotografowie z litości bądź z obaw o swój sprzęt przeważnie omijają obiektywami moją skromną osobę. Można by się więc zastanawiać, czy nie przyniosło to odwrotnych skutków i nie okazało się antyreklamą - mam nadzieję, że nie.
Tegoroczny Bieg Frassatiego był oczywiście w moich planach biegowych - tym razem jednak miał się odbyć tydzień po Rzeźniku. Zanim zaczęły się obostrzenia w związku z koronawirusem, rzuciłem organizatorom pół żartem pół serio propozycję, że moglibyśmy Rzeźnika pobiec w tegorocznych koszulkach Frassatiego, tylko musielibyśmy dostać je przed czasem. Odpowiedź, że jeśli tylko chcemy, to "jak najbardziej, da się załatwić" świadczy bardzo pozytywnie o organizatorach (pozdrowienia dla Wojtka ;-)).
Ponieważ Bieg Frassatiego to nie tylko półmaraton, ale też impreza rodzinna, której nie da się zorganizować przy obecnych obostrzeniach prawnych, event został przesunięty na koniec września. Propozycja pozostała jednak aktualna i zgodnie z obietnicą dostaliśmy koszulki, które dziś przetestowaliśmy w ramach ostatniego treningu przed Rzeźnikiem. 
 
 
W treningowym biegu na Szyndzielnię koszulki dodały nam +10 do urody i +5 do motywacji, więc Frassati w podwójnym wydaniu z całą pewnością pojawi się za 6 dni na Rzeźniku. I tym pozytywnym akcentem...

Komentarze