Bieg Rzeźnika i mentalność Grety

Generalnie, z powodu pandemii / epidemii / zarazy / ściemy / przekrętu (niepotrzebne skreślić), sport w rozumieniu zorganizowanych imprez i eventów leży i kwiczy. Już Kochanowski pisał: "wielkieś mi uczyniło pustki w domu moim, moje drogie bieganie, tym zniknieniem swoim". Pojawili się w telewizorni smutni panowie i wyjaśnili narodowi, że nie ma takiego biegania. Bo nie. Odzew branży szybki: jeden bieg przesunięty na jesień, inny odwołany, kolejny w przyszłym roku... Człowiek nabrał wewnętrznego przekonania, że póki co ze zorganizowanego biegania nici. Aż tu nagle... Szok i niedowierzanie. Bieg Rzeźnika jednak będzie, jak Pan Bóg przykazał! I to w terminie! Tylko zmiany wprowadzają, co by biegacze żadnego wilka czy miśka bieszczadzkiego wirusem nie zarazili, bo to nie po ekologicznemu by było. 
Na Festiwalu Rzeźnika nie będzie więc:
- Organizacji miasteczka festiwalowego,
- Biura zawodów w tradycyjnej formie,
- Expo, czyli targów towarzyszących imprezie, 
- Zorganizowanego dojazdu na start,
- Masowych startów biegów,
- Strefy mety,
- Limitów w tradycyjnej formie, 
- Punktów odżywczych na trasie biegów,
- Zorganizowanych stref kibicowania,
- Tradycyjnej odprawy i uroczystego zakończenia wraz z dekoracją zawodników,
- Biegów dla dzieci, koncertów oraz innych atrakcji w miasteczku biegowym.

W necie szum się zrobił taki, jakby Mirek Bieniecki (pomysłodawca i organizator Biegu Rzeźnika) ogłosił co najmniej, że kasę już dawno przepił z kumplami, ale uznaje łaskawie, że wszyscy wygrali i medale dostaną pocztą. Ludziska się poczuli oszukani, bo ONI wyobrażali to sobie inaczej i nie za to gruby hajs zapłacili. 
 
 
Na pytanie: "Jedziesz na Rzeźnika biegać czy co?", odpowiedź większości brzmi: "Czy co". Mniejsza o bieg ultra, mniejsza o Bieszczady. Oni zapłacili za scenę i festyn ze światowej sławy miejscowymi gwiazdami; za stragany z ultra koszulkami, skarpetami, butami i wszelakim szpejem nieodzownym dla każdego biegacza; za piwo po dychę w plastikowym kubku i pomidorówkę z wiśniówką na punktach odżywczych. Za możliwość przejażdżki autobusem z Cisnej do Komańczy o 2 nad ranem zapłacili i za start z tysiącem biegowych świrów. No i oczywiście za przepaki też zapłacili. Przecież nie da się przebiec 80 km w jednych butach, koszulce i gaciach, bo się pobrudzą, zamokną, przepocą i zaśmierdną (i nijak sweet focia w takich łachach nie będzie się na instagrama nadawać); a kurtkę, czapkę, wodę, bułki z szynką czy co tam komu potrzebne trzeba będzie ze sobą targać (przecież to wszystko ciężkie i nieporęczne)... A bez biegowego "miasteczka" gdzie i kiedy zdjęcia na fejsa popstrykać? Jak filmik nakręcić ze znajomymi, że jest epicko i że jesteśmy najlepsi? I jeszcze w dodatku organizatorzy nie chcą pieniędzy oddać, a przecież biedni nie są, bo czeszą kupę kasy za te całe biegi.
No więc krzyczą jeden z drugim, że tak naprawdę to w dupie mają bieganie, bo i tak nie trenowali, ale jak nie ma pomidorówki i autobusu do Komańczy, to zwrot 100% wpisowego się należy! Żenada, tragedia i Greta Thunberg.

Jakbym nie był takim burakiem i chamem, to bym może i tym wszystkim pseudo-ultrasom współczuł, ale jakoś nie współczuję, bom burak i cham.
 
 
No ale co ja tam wiem... W biegach ultra nie mam jakiegoś ogromnego doświadczenia, jednak na różnych biegach się bywało i mam jednoznaczne wrażenie, że dla dużej części organizatorów i biegaczy mniejszy czy większy festyn około-biegowy jest oczywistą oczywistością. Dla organizatorów ma to względy praktyczne (kasa), dla części biegaczy robi to atmosferę i klimat, a poza tym dla wszystkich jest okazją na zrobienie z biegu imprezy rodzinnej.

Ja nie mówię, że "miasteczka biegowe" to zło samo w sobie - po prostu mnie akurat nie kręci i nie jest mi szczególnie potrzebne. Ja jeżdżę na biegi biegać, nie imprezować ani zakupy robić i generalnie sam, bez rodziny. Swego czasu na Runmageddon kilka razy wziąłem rodzinkę. Że niby ja swój bieg pobiegnę, dzieci pobiegną swoje biegi, żona biec nie będzie bo na bieganie nie lubi nawet patrzeć, więc z nudów 5 razy obejdzie stragany i 2 razy przeczyta wszystkie możliwe ulotki... To tylko z pozoru wydaje się spoko, a tak naprawdę jest to próba przekonania najbliższych, że to twoje bieganie (czy co tam jest twoim bzikiem) jest takie fajne i super. Jest, ale tylko dla ciebie. No, chyba że rzeczywiście twoja kobieta / facet podziela twoje hobby - legendy mówią, że bywają takie przypadki. Moja żona moje biegowe hobby co najwyżej toleruje (na zasadzie, że mogło być gorzej), dzieci też jakoś entuzjazmu dla biegania nie wyrażają. Odpuściłem rodzinne wyjazdy - po co targać gdzieś rodzinę, skoro dobrze się bawię tylko ja sam?
Na Rzeźniku byłem raz, w ubiegłym roku i moja obecność w "miasteczku festiwalowym" trwała tyle, ile potrzeba na odebranie pakietu i wysłuchanie odprawy.
Jeśli bieg nie ma tej odpustowo-dożynkowej otoczki, to dla mnie nawet lepiej. Nikt się nie drze ze sceny, pseudo muzyka nie napieprza z głośników, nikt nie każe robić ci jakiejś durnej niby-rozgrzewki, nikt nie wciska ci ulotek o super-ultra-kosmicznych skarpetkach biegowych, które dają +10 do szybkości, -10 do odcisków i kosztują jedyne 199,90 PLN, itd.
Rzeźnik to bieganie, a nie Sylwester z Polsatem. Najzwyczajniej w świecie (upraszczam teraz trochę) stajesz na starcie i biegniesz te ileś tam kilometrów. Masz jakiś cel (ukończyć bieg, osiągnąć określony wynik) i jeśli się uda, możesz zawiesić na piersi metal i z dumą powiedzieć "Zrobiłem to". A jeśli się nie uda, to wsadzasz dumę do kieszeni i albo odpuszczasz, albo starasz się, żeby następnym razem było lepiej.
 
 
Bieg Rzeźnika 2020 dokładnie za miesiąc. Patrząc na swój poziom przygotowania, to powinienem się obawiać. W ubiegłym roku biegowo byłem ogarnięty o wiele lepiej, a Bieg Rzeźnika okazał się moim pierwszym nieukończonym (ale to historia na inny wpis). W tym roku z powodów oczywistych sensowne przygotowania spaliły na panewce, ale na tegorocznego Rzeźnika czekam jednak ze spokojem, a Bieszczady przywitam z radością. 12 czerwca stanę na starcie w Cisnej, z uśmiechem popatrzę na góry wokoło i ruszę. O to chodzi w ultra. O to chodzi w bieganiu.

Komentarze

  1. chłopie jestem w tym samym punkcie co ty i myślę tak jak ty że damy kur.. radę

    OdpowiedzUsuń
  2. Głośno i dosadnie wyraziłeś również moją opinię, trzymam z Tobą. Szacun

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz