Świeża krew

Przez całą swoją przygodę z grami fabularnymi miałem przyjemność grać z ludźmi zbliżonymi mi wiekiem. Co nie znaczy wcale, że ktoś komuś w metrykę patrzył. Jakoś naturalnie to wychodziło i można przyjąć, że nie licząc wyjątków potwierdzających regułę, nie grywałem raczej z osobami bardzo różnymi mi wiekiem - podobny wiek oznacza podobny sposób myślenia i patrzenia na RPG. Gdy ktoś wiekiem odstawał, podejście do grania też przeważnie różniło się na tyle, że bez żalu się rozstawaliśmy.
Od jakiegoś czasu "moja" drużyna (pozwolę tak sobie nazywać ekipę, z którą gram) przeżywa kłopoty kadrowo-czasowe, tzn. teoretycznie ekipa do grania jest, a praktycznie nie wszyscy mają czas lub chęć, żeby grać. Ostatnie kilka sesji okazało się tzw. singlówkami, czyli grami w układzie 1+1 (Mistrz Gry i jeden gracz). Singlówki są spoko, ale na dłuższą metę są dość ograniczające, bo siła tkwi w drużynie, gdzie postacie się uzupełniają - wojownik przecież sam sobie żarełka nie upoluje; łowca upoluje, a dzięki wojownikowi nie dostanie w czapę od pierwszego lepszego zabijaki, a dzięki ogarniętemu łotrzykowi nikt drużyny nie okradnie, a wręcz przeciwnie. W kupie fajniej ;-).
Tak oto padł pomysł dołączenia kogoś do drużyny, co by móc nadal cieszyć się grą. Wici rozpuszczone, odpowiedzi nadeszły. I oto okazało się, że osobnicy chętni do gry z dwoma starymi zgredami (wybacz Grześku to określenie, przecież stuknęła Ci zaledwie czterdziestka ;-)), to chłopaki, którzy mogliby być moimi synami - ba, niewiele starsi są od mojego najstarszego syna.
Wczoraj pierwsza (mam nadzieję, że nie ostatnia) wspólna sesja. Nie powiem, zastanawiałem się, jak wyjdzie i czy w ogóle wyjdzie. Różnica wieku ogromna przecież i codzienny świat naszej "świeżej krwi" jest bliższy światu moich dzieci niż mojemu. Z drugiej strony przecież gdy ja zaczynałem grać, byłem w podobnym do nich wieku.
Wyszło naprawdę fajnie. Niepotrzebne moje obawy. Okazało się, że wyobraźnia ("bo fantazja jest od tego, aby bawić się, aby bawić, aby bawić się na całego") jest językiem uniwersalnym, łączącym ludzi i pokolenia. Przez kilka godzin wspólnej gry z fascynacją patrzyłem na ich entuzjazm, błysk w oku, młodzieńczą żywiołowość. Pamiętam ten entuzjazm w sobie samym - kiedyś miałem go w nadmiarze, z wiekiem jakoś trzeba się bardziej starać, żeby go rozniecić. Żywiołowość jest cechą młodości, we mnie tli się gdzieś w głębi i na co dzień często jej brakuje.
 
 
Świeża krew może rodzić wątpliwości, ale jest czymś bardzo pozytywnym. Nie tylko w RPG, ale w każdej sferze życia. Potrafi postawić na nogi coś, co już ledwo dychało i napełnić energią przykurzoną maszynerię, na powrót ją napędzając.
Cieszę się, że pojawiliście się i zamieszaliście trochę w zatęchłym z lekka naszym erepegowym światku. Dzięki chłopaki.

Komentarze