Jak ukończyć maraton?

W życiu prawie każdego "asfaltowego" biegacza pojawia się chwila, gdy nie wystarczają mu już pełne niedowierzania przerażone spojrzenia sąsiadów, gdy wychodzi biegać, mimo faktu, że świeci/leje/sypie (niepotrzebne skreślić). W głowie pojawia się słowo budzące niewytłumaczalny lęk u jednych, równie niewyjaśnialne podniecenie u innych. Może by tak...

MARATON

Jeżeli zastanawiasz się, drogi czytelniku, jak zdobyć szacun na dzielni, fejm we wsi, podziw u szwagra i wieczną chwałę, to maraton jest dobrym pomysłem. Maratończykowi nawet miejscowe kundle do kostek nie startują. Po prostu pełen wypas.
 
 
Myśl jest, pomysł jest, ale co dalej? Po wpisaniu w wyszukiwarce frazy: "Jak ukończyć maraton?", pojawia się 312 tysięcy wyników. Kopalnia wiedzy i mądrości wszelakich. Nic tylko czytać. 

Blogerzy wszelkiej maści, trenerzy personalni i wszelacy inni, dietetycy, organizatorzy biegów, producenci suplementów, gadgetów, ciuchów i butów, biegacze... 

Wszyscy chętnie doradzą, co MUSISZ zrobić, żeby przebiec maraton:
- co masz ćwiczyć, ile i jak;
- czy, ile i jak biegać;
- co, ile i jak jeść;
- co, ile i jak suplementować;
- który bieg wybrać na 1-szy raz, trzeci i siódmy;
- w co, kiedy i jak się ubrać... 

No i oczywiście dowiesz się też, czego ABSOLUTNIE nie robić, bo:
- nie wystartujesz;
- nie dobiegniesz;
- dopadnie cię ściana na 5-10-30 kilometrze
- dostaniesz zakwasów, odcisków i sraczki;
- zabraknie dla Ciebie medalu;
- nie zrobią Ci zdjęcia na trasie i nie będzie co na fejsa wrzucić.
 
 
Kiedyś, żeby zostać uznanym za autorytet w jakiejś dziedzinie, to naprawdę trzeba było się wykazać osiągnięciami, poświęcić często lata lub wręcz całe życie, by móc powiedzieć sobie i innym - znam się na tym czy tamtym, więc mogę się wypowiadać w temacie.

Tak było kiedyś, teraz jednak czasy i mentalność ludzi się zmieniła. Wystarczy ukończyć jakikolwiek bieg i już się jest specjalistą. Przebiegł jeden z drugim maraton (o czas nie pytamy, ważne, że w limicie), do tego przeczytał z 2 artykuły, z których nic nie zrozumiał, ale wynotował sobie słowa-klucze, bez znajomości których nie da się przecież biegać (takie jak: kadencja, tempo, interwał, zakres tętna) i już "jest Bogiem, wyobraź to sobie". 
 
 
Tych wszystkich super specjalistów chciałbym zmartwić małą statystyką: w 2018 roku maraton w Polsce ukończyło ponad 33 tysiące osób! Co oznacza, że przebiegnięcie tych 42 km wcale nie jest takim wyjątkowym wyczynem i nie czyni z nikogo profesjonalnego biegacza. Tak więc sorry, ale wasze rady możecie sobie wsadzić głęboko.

Oczywiście daleki jestem od tego, by dyskredytować wysiłek, jaki trzeba włożyć, by maraton przebiec. Nie jest to jednak jakiś niewyobrażalny, niesamowity wyczyn godny Nobla, bo tego samego wyczynu dokonują co roku dziesiątki tysięcy ludzi w Polsce, niektórzy wielokrotnie. Problem w tym, niektórzy z nich biorą się zbyt poważnie, uznając się z automatu za autorytety.

To co, nie czytać? Czytać, oczywiście, że czytać. Trzeba jednak pamiętać, że spora część z tych ponad 300 tys. artykułów i postów jest sponsorowane, w taki czy inny sposób. Biegacz to taki sam konsument jak każdy inny i można na nim nieźle zarobić.

Większość tzw. testów ciuchów, supli, butów czy innego sprzętu to tak naprawdę kopiuj-wklej z ulotek reklamowych + kilka "niby-testowych" zdjęć. Nawet jeżeli recenzja jest autorska, to trudno oczekiwać wielkiej krytyki, bo najczęściej producenci czy dystrybutorzy płacą za taką reklamę, czasem testerowi zostaje testowany sprzęt. Żeby nie było, że kogoś potępiam czy krytykuję. 
Taki mechanizm funkcjonuje wśród blogerów wszelkiej maści, nie tylko biegowych. Gdyby mi ktoś płacił za pobieganie w jakichś butach albo z jakimś zegarkiem, to czemu nie. No ale ten blog czyta tak niewiele osób, że na nadmiar sponsorów i firm ze sprzętem do testów narzekać nie mogę - czytaj: sponsoruję się sam.

Oczywiście nie znaczy to, że wszelkie recenzje i rady są bezwartościowe. Jest całkiem sporo osób, dla których sport to naprawdę całe ich życie - rady takich zapaleńców w sprawach stroju, wyposażenia, przygotowania, treningu czy diety są naprawdę cenne. Trudność polega na tym, że trzeba się natrudzić, by te perełki z zalewu komercji wyłuskać. No i warto mieć na uwadze, że to co dobre dla profesjonalisty, niekoniecznie sprawdzi się w przypadku amatora.

No dobra, mamy za sobą etap narzekania, ale tytułowe pytanie: "Jak ukończyć maraton?" nadal pozostaje bez odpowiedzi. Nie mogę zawieść tych, którym to spokoju nie daje, w
ięc i ja poudaję znawcę tematu, choć osobiście na starcie żadnego maratonu w życiu nie stałem, o ukończeniu nie wspominając.
 
 
Po pierwsze (i najważniejsze): nie dajmy się zwariować. Żeby przebiec tzw. królewski dystans,  potrzebujemy tylko i wyłącznie jednego: biegać! Bez systematycznego treningu ponoć też można, ale uprzedzam,  że może być ciężko. Po prostu biegajmy, tak jak lubimy i jak pozwala nam czas, zdrowie, obowiązki, praca, rodzina.

Po drugie: ta cała kosmiczna technologia jest fajna i czasem się przydaje, ale tak naprawdę w większości to tylko bajery i żeby mieć radochę z biegania (a to najważniejsze), nie potrzebujemy super ciuchów, butów, suplementów, zegarków, wyszukanych diet ani skomplikowanych planów treningowych.

Po trzecie: skoro już planujemy przebiec maraton, nie zapomnijmy się na jakiś odpowiednio wcześnie zapisać! 33 tysiące ludzi czeka na Twoje miejsce!


Grafiki dzięki uprzejmości biegoholizm.pl

Komentarze