Dawno, dawno temu... Chyba tak wypadało by zacząć opowieść o fenomenie, który zaistniał w moim życiu w czasach, gdy po świecie chodziły jeszcze dinozaury - i towarzyszy do teraz, gdy sam jestem dinozaurem. Trochę historycznie będzie, ale nie da się inaczej.
RPG, czyli GRY FABULARNE
Cytując za Wikipedią:
"Gra fabularna (inaczej RPG, z ang. role-playing game, nieraz zwana potocznie erpegiem lub rolplejem) – gra towarzyska oparta na narracji, w której gracze (od jednego do kilku) wcielają się w role fikcyjnych postaci. Cała rozgrywka toczy się zazwyczaj w fikcyjnym świecie, istniejącym tylko w wyobraźni grających. Jej celem na ogół jest rozegranie gry według zaplanowanego scenariusza i osiągnięcie umownie określonych lub indywidualnych celów, przy zachowaniu wybranego zestawu reguł, zwanego mechaniką gry."
Gdybym ja miał podać definicję gier fabularnych, to miałbym zagwozdkę.
Najbliższe skojarzenie to teatr improwizacji. Gracze odgrywają (najczęściej przez siebie wykreowane) postacie a Mistrz Gry (MG) jest reżyserem, scenarzystą, narratorem i odtwórcą postaci drugoplanowych. Sama rozgrywka opiera się na dialogu gracze - MG. Gracze nie znają scenariusza i improwizują oraz reagują na sytuacje, jakie stawia przed nimi Mistrz Gry. Jednak gracze - a dokładnie rzecz biorąc ich postacie - nie są zobowiązane do trzymania się tego planu - mogą zrobić co tylko chcą i ogranicza je jedynie konwencja świata.
Ciężko to przystępnie opisać - najlepiej zobaczyć, spróbować i samemu się przekonać, do czego zachęcam.
Specyfiką klasycznych RPG jest to, że nie da się wygrać/przegrać. Zdarza się, że gracze grają jedną postacią przez miesiące, nawet lata i bohater gracza z pospolitego ciury obozowego w końcu staje się generałem, albo dziecko-niespodzianka wiedźminem - bohaterem serialu Netfixa ;-).
W chwili obecnej dostępne są setki, jeśli nie tysiące systemów RPG (jako system rozumiemy świat plus mechanikę), w najróżniejszych konwencjach. Mamy fantasy, science fiction, horror, post-apokalipsę, systemy osadzone w rzeczywistym świecie, na podstawie książek, filmów oraz takie, które trudno sklasyfikować.
Gry RPG w Polsce tak naprawdę zaistniały w roku 1993, gdy na rynku pojawiła się "Magia i Miecz", czyli pierwsze i najważniejsze w Polsce czasopismo o grach fabularnych (już niestety nieistniejące). Pierwsze numery czytaliśmy z kumplami z wypiekami na twarzach, co najmniej jakby to były świerszczyki z nadobnymi dziewojami na rozkładówkach ;-).
To było coś, co idealnie wpasowało w lukę w młodzieńczej, niczym nie skrepowanej wyobraźni. Nagle mogliśmy się stać bohaterami z książek Tolkiena, Howarda, Lovecrafta. Chcesz odgrywać cyborga, spotkać się w oko w oko z Terminatorem, Obcym albo polecieć w kosmos? Nie ma problemu! Żadne gry komputerowe (tak, wtedy już były i komputery i gry, całkiem niezłe zresztą), nie potrafiły wtedy tego zaoferować - nie potrafią zresztą do dziś, bo wszelkie komputerówki są z założenia ograniczone, a erpegi nie. W grach fabularnych ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia.
Pierwszą grą fabularną, w którą graliśmy, były Kryształy Czasu, polski system publikowany w Magii i Mieczu. Z perspektywy czasu mechanika abstrakcyjna (do stwierdzenia, czy się trafiło przeciwnika, potrzebna była bez mała wyższa matematyka), ale generalnie o Kryształach złego słowa nie powiem. Przygody, które pamiętam do dziś, wywołują uśmiech na samo wspomnienie. Aż się łza w oku kręci.
Pierwszym systemem, który został spolszczony i wydany w wersji książkowej, był Warhammer Fantasy Role Play. Książka przechodziła z rąk do rąk, czytana z nabożną niemal czcią, a ochom i achom nie było końca. Jeszcze gdzieś ją mam, zaczytaną/zgraną na maksa.
Potem pojawiły się kolejne systemy i paleta możliwości się rozszerzała. Zresztą nikt nie powiedział, że na własny użytek nie możesz zmodyfikować systemu albo stworzyć swojego - to też jest rewelacyjna zaleta gier fabularnych. Masz pomysł na świat, na mechanikę czy na cokolwiek innego? Nie ma problemu - siadasz, tworzysz, testujemy, zmieniamy, gramy.
W czasach szkoły średniej graliśmy dużo, a trzeba powiedzieć, że jedna sesja to kilka godzin gry. Popołudnia, wieczory, weekendy... Przez naszą grupę fascynatów RPG przewinęło się mnóstwo osób - kilkuosobowy trzon zawsze był ten sam, ale pojawiali się nasi znajomi, dziewczyny... Jednym ta forma rozrywki nie odpowiadała, inni zostawali na dłużej.
Szkoła średnia jednak się skończyła i nasza erpegowa paczka przyjaciół trochę się posypała - ludzie się porozjeżdżali, praca, studia, różne miasta, czasu zdecydowanie mniej...
Z drużyny, którą stworzyliśmy 26 lat temu, zostało nas do dzisiaj dwóch. Gdy to piszę, sam nie mogę w to uwierzyć - ponad ćwierć wieku... Od kilku lat mamy w miarę stałą drużynę, grając na tyle systematycznie, na ile czas pozwala (najczęściej w dwa piątkowe wieczory w miesiącu). Z ciekawostek powiem, że zdarza się, że grają z nami dzieci któregoś z nas - gdy zaczynaliśmy przygodę z erpegami, sami byliśmy niewiele starsi od nich. Coś niewiarygodnego!
P.S. Niniejszym pozdrawiam wszystkich, z którymi miałem przyjemność grać, szczególnie zaś ekipę resortówkową. Jeśli odnaleźliście się w tym tekście, to śmiało komentujcie - może wy pamiętacie to inaczej?
Tak czy owak mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy na sesji albo tak po prostu, żeby powspominać stare erpegowe czasy. :-)
P.S. Niniejszym pozdrawiam wszystkich, z którymi miałem przyjemność grać, szczególnie zaś ekipę resortówkową. Jeśli odnaleźliście się w tym tekście, to śmiało komentujcie - może wy pamiętacie to inaczej?
Tak czy owak mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy na sesji albo tak po prostu, żeby powspominać stare erpegowe czasy. :-)

Komentarze
Prześlij komentarz