Kryzys Wieku Średniego

Kryzys Wieku Średniego. Dla niektórych wymysł, dla niektórych pretekst, żeby wywinąć jakąś życiową woltę, dla niektórych realny problem. Ponoć dotyka w większości facetów, ale nie tylko. Co to w ogóle jest i czy naprawdę istnieje?
Według teoretyków, to "okres w okolicach czterdziestego roku życia, który różnie może przebiegać, jest to bowiem połowa życia. Do pewnego momentu wspinamy się pod górę, na szczyt, a potem jest tylko z górki. Człowiek zatrzymuje się w biegu i zaczyna się zastanawiać: Co za mną, co przede mną? Co mi jeszcze zostało?"
 
 
Gdy spotykacie na swojej drodze faceta w okolicach 40-ki, który nigdy jakimś szczególnym sportowcem nie był, a który nagle zapisał się na siłkę albo sztuki walki, kupił rower albo zaczął biegać, możecie być prawie pewni, że to kryzys wieku średniego. Jeżeli chodzicie na siłownię, to widać podział: albo młodzi pakerzy, albo goście w średnim wieku. To samo dotyczy kobiet na wszelkich fitnessach - obok siebie 20-latki i kobity, które mogłyby być ich matkami.
 
 
Ze mną było dokładnie tak samo. Zorientowałem się w pewnej chwili, że lepiej już nie będzie. I że albo osiądę na laurach, albo coś zacznę z sobą robić. Wiem, nie muszę nikomu nic udowadniać: dom zbudowałem, synów mam nawet dwóch (i córkę), drzew zasadziłem sporo. Pojawiła się jednak paskudna myśl: coś się kończy, to co najlepsze już za mną. Stoję na skraju równi pochyłej z niedookreślonym poczuciem początku końca... Czy to czym się do tej pory zajmowałem, ma w ogóle sens? Czy ja jeszcze coś realnie w ogóle mogę? 
 
 
"Na szybki sportowy wóz mnie nie stać, na długonogą blond dwudziestolatkę  jestem za brzydki, prawka na motor nie mam, więc pozostało mi tylko bieganie". Kto mnie zna, ten wie, że to moja najczęstsza odpowiedź na pytanie, skąd nagle mi się wzięło bieganie. Oczywiście, kwestia kondycji i zdrowia ma ogromne znaczenie, ale nie ma co ukrywać - chcę udowodnić, że to ja kreuję swoje życie, że nadal mogę czegoś dokonać, osiągnąć coś wyjątkowego. Pokazać światu i samemu sobie, że jeszcze daję radę, że zmarszczki, siwizna, łysina i powiększający się obwód pasa mnie nie definiują. Czasem używam argumentu, że chcę, żeby żona i dzieci były ze mnie dumne, ale w głębi serca doskonale wiem, że ich miłość absolutnie nie zależy od tego czy biegam czy nie - nierzadko woleliby, żebym nie poświęcał tyle czasu swojej kryzysowej obsesji.
 
 
Kryzys Wieku Średniego. Dlaczego z dużych liter? Gdy zapisywałem się na swój pierwszy Runmageddon, jedną z rubryk do wypełnienia było: drużyna/klub. Nigdy do żadnej biegowej drużyny ani klubu nie należałem, więc pół-żartem, pół-serio wpisałem to, co niejako definiowało moje bieganie. I tak oto Kryzys Wieku Średniego stał się moim prywatnym, osobistym klubem biegowym.
 
 
Czy nadal biegam, bo kryzys? I tak i nie. Bieganie stało się moim prawdziwym hobby i sprawia mi autentyczną frajdę, a z drugiej strony czym innym są zdjęcia z biegów na fb, medale na ścianie i zadręczanie bliskich i znajomych opowieściami z biegów, jeśli nie sygnałem: "Jestem, doceńcie mnie"? 
 

Grafiki dzięki uprzejmości autora bloga kryzyswieku.blogspot.com

Komentarze