Początek roku 2016. Siedzi człowiek i (z nudów w sumie) przegląda groupona. I nagle lezie mu pod oczy reklama - super fajny bieg, gdzie będzie można się w błocie potaplać, jakąś przeszkodę przeskoczyć i generalnie udowodnić, że jest się macho i super hero - jakowyś Runmageddon, czyli najpopularniejszy bieg OCR w Polsce. A że człowiek coś tam biega wokół domu, to i 6 km z przeszkodami nie wydawało się jakimś straszliwym wyzwaniem. Ot, ciekawostka, dla fanu i udowodnienia sobie, że się potrafi. Trochę człowiek potrenował, buty biegowe z bieżnikiem kupił, kumpla namówił, co by raźniej było i gotowe. I tak oto stanąłem na starcie Runmageddonu (Rekrut w Myślenicach), zwarty, gotowy i totalnie nieprzygotowany na to, co mnie czeka.
Nie wiem czy jest sens tłumaczyć zasady Runmageddonu, ale wygląda to tak, że zasadniczo są 3 formuły: Rekrut - 6 km, Classic - 12 km i Hardcore - 21 km. Biegów w każdej z formuł jest przynajmniej kilka w roku, w rożnych miejscach - trasy i przeszkody za każdym razie inne. "Zrobienie" Rekruta, Classica i Hardcore w jednym roku oznacza, że zostało się Weteranem RMG. Przeważnie raz do roku organizowany jest RMG Ultra, czyli 2 pętle Hardcore.
Tego pierwszego Rekruta pamiętam do dziś - generalnie przekonałem się, że truchtanie po osiedlowych dróżkach a bieganie z przeszkodami to dwie zupełnie różne bajki. Początek spokojny, jakaś belka, jakieś krzaki... Potem dobiegłem do błotnego bajora, które było czuć wcześniej niż widać, a które trzeba było pokonać "wpław". Błoto w kolorze sino-szarym, w konsystencji świeżego cementu, jak się okazało, głębokość po udo. I ja, taki ę-ą, z tych co się wkurzają jak im się woda do buta naleje, miałem do tego wleźć. Pierwsza myśl: "Ni ch..a". No ale wlazłem, przelazłem, butów nie zgubiłem (było blisko). To był moment przełomowy - potem już nie miałem problemów z przeszkodami wodnymi, błotnymi itp. Dopiero techniczne przeszkody dały mi w kość. No ale bieg ukończyłem, dumny i blady (z wysiłku). Zapaszek błota zniknął ze mnie po dwóch kąpielach, z ubrań po trzech praniach, a ja wpadłem jak śliwka w kompot.
Chciałem pokonywać siebie, wykraczać poza swoje ograniczenia i strefę komfortu. I to działało. Oto esencja Runmageddonu. Kończyłem bieg zmęczony, często poobdzierany, śmierdzący błotem (każdy sobie wmawia, że to tylko błoto ;-)), ale szczęśliwy jak jasna cholera. Udało się, zrobiłem to!
Uwaga, to wciąga!
Okazało się, że biegi OCR wciągają jak to przeszkodowe błoto. Niejako z automatu zrobiłem Weterana. W 2017 roku kolejnego, wiosną 2018 zrobiłem Ultra. W sumie mam za sobą kilkanaście biegów RMG - na kilka wspomnieniowych ciekawostek przyjdzie pewnie czas. O wyniki nie pytajcie - nigdy nie miałem ani aspiracji, ani kondycji, żeby robić nie wiadomo jakie czasy. Zwłaszcza, że nie da się poprawiać wyniku, bo nie ma dwóch takich samych Runmageddonów - każdy bieg ma inną trasę, inne przeszkody.Chciałem pokonywać siebie, wykraczać poza swoje ograniczenia i strefę komfortu. I to działało. Oto esencja Runmageddonu. Kończyłem bieg zmęczony, często poobdzierany, śmierdzący błotem (każdy sobie wmawia, że to tylko błoto ;-)), ale szczęśliwy jak jasna cholera. Udało się, zrobiłem to!

Komentarze
Prześlij komentarz